Posty

Wyświetlam posty z etykietą to tu; to tam

Kanion Nevidio, Montenegro

Obraz
 Człowieka ciągnie tam, gdzie wzrok nie sięga, ciekawi go nieznane i to, co kryje się po drugiej stronie. Dlatego znikająca pomiędzy skałami w Czarnogórze rzeka Komarnica przez lata kusiła wielu, aby sprawdzić dokąd płynie i czy może gdzieś ponownie wypływa na powierzchnię. W końcu w połowie lat 60-tych XX w. udało się pierwszym śmiałkom przejść przez kanion, który nazywano Kanionem Którego Nie Widział Bóg, w skrócie „Nie widział” czyli „Nevidio”po serbsku, albo czarnogórsku jak kto woli. Z czasem Kanion Nevidio przestał być niedostępny, a obecnie jest jedną z licznych atrakcji turystycznych Czarnogóry. Wiele firm organizuje tu wyprawy kanioningowe, zapewniając, że są one dostępne w zasadzie dla każdego. W sezonie dziennie przez kanion przedziera się co najmniej kilkanaście grup turystów, o różnym stopniu zorganizowania i przygotowania, co widać już na pierwszy rzut oka na podstawie wykorzystywanego sprzętu. Wyprawa rozpoczyna się w miejscowości Poscenje, malowniczo położ...

Orły, sokoły.... znaczy sępy - w Uvacu

Obraz
 Meander Uvaca Lato sprzyja odkrywaniu pięknych miejsc, a do takich bez wątpienia należy kanion rzeki Uvac w południowo – zachodniej Serbii. Niestety nie leży on na trasie najbardziej popularnych podróży Polaków do Chorwacji, więc nie da się do niego zajechać „po drodze”, niemniej może ktoś się skusi i przedłuży swój pobyt na Bałkanach o dodatkowe dwa dni. Najłatwiej – jeżeli spędza wakacje w Czarnogórze. Na Bałkanach lepiej nie pytać o odległość, ale o czas potrzebny na dojechanie z jednego miejsca do drugiego. Według mapy z Budvy do Uvaca jest jedynie 252 km, ale pokonanie tej trasy zajmie około 5 godzin. Podróż dostarczy malowniczych widoków gór, przełęczy i rzek, mostów i tuneli, czy przyklejonych do zboczy torów kolejowych, wybudowanych jeszcze za czasów Tito, wyłaniających się w najbardziej zaskakujących miejscach. Będzie również wyzwaniem dla kierowcy, bo czeka go jazda stromo w górę i w dół, pełna zakrętów, drogami czasem tak wąskimi, że ciężko się wyminąć z samoc...

Perełki Ohrydu

Obraz
 Ohryd nad jeziorem Ohrydzkim, na zachodzie Macedonii, niedaleko granicy z Albanią. Miasto nieduże, ale z wielką historią sięgającą starożytności. Miejsce niezwykle ważne dla kształtowania się tożsamości Słowian Południowych,   m.in. dlatego że właśnie tutaj Cyryl i Metody, dwaj mnisi prawosławni, stworzyli podstawy cyrylicy, alfabetu używanego do tej pory w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Ze względu na swoją wyjątkowość, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, jako jedno z 28 miejsc na świecie w obu kategoriach, kulturowych i przyrodniczych. Stara część Ohrydu położona jest na ciągnącym się od jeziora wzgórzu, które zwieńczone jest twierdzą wzniesioną w czasie panowania cara Samuila (976 – 1014), kiedy Ohrid był stolicą jego państwa. Warto do niej wejść, choć w zasadzie pozostały z niej tylko mury o długości niemal 3 kilometrów, 18 wież i 4 bramy. Za to rozciąga się z nich piękny widok na panoramę jeziora i otaczające je góry....

A mury....

Obraz
17 lutego 2008 roku Kosowo ogłosiło niepodległość. Tego samego dnia w centrum Prisztiny odsłonięto ważący niemal 9 ton monument „NEWBORN” nawiązujący do narodzin państwa. Wtedy pomalowano go na żółto, co miało symbolizować radość z nowości i nadzieję na przyszłość. Na każdą rocznicę deklaracji niepodległości pomnik przemalowywany jest na nowo, co zawsze ma nieść ze sobą przesłanie. Był już pomalowany we flagi wszystkich państw, które uznały niepodległość Kosowa, jak też w dzikie graffiti zapewne symbolizujące wolność wypowiedzi. W zeszłym roku było to niebo w obłoki widziane zza drutu kolczastego nawiązujące do tego, że obywateli Kosowa obowiązują najbardziej restrykcyjne przepisy wizowe w Europie. Dwa lata temu NEWBORN „przebrano” w moro, co według jednych miało nawiązywać do mundurów żołnierzy KFOR wciąż stacjonujących w tym kraju, a według innych było przejawem ambicji militarnych Kosowa, które już od dłuższego czasu planuje utworzenie własnych sił zbrojnych i co pewnie ...

Type Greek

Obraz
Kreta - archiwum prywatne Pierwszy raz w Grecji byliśmy chyba 8 lat temu. Na Krecie, wyspie gorącej, pełnej różnorodnych krajobrazów i pięknych plaż, urokliwych miasteczek, wina i wyśmienitego jedzenia. Do tego pozostałości wielkiej antycznej kultury, których oglądanie niekiedy wymagało wielkiej wyobraźni i wiary w to, co napisano, bo jedyne, co było widać, to stosy mniej lub bardziej równo poukładanych kamyczków, rzekomo na kształt zarysu dawnej świątyni, willi, czy pałacu.  Uderzyły mnie wtedy bardzo dwie rzeczy. Po pierwsze - ogólnie panujący chaos, zahaczający niekiedy o bałagan, który jakoś mało pasował do europejskiego kraju. Widok niedokończonych budynków, z wystającymi drutami zbrojeń, porozrzucane śmieci, czy przewracające się płoty, gryzły się mocno nie tylko z wyobrażeniami o Krecie, ale również z naturalnym pięknem wyspy. Po drugie - wszechobecne produkty "Type Greek" i nie chodzi mi wcale o ser feta, doskonałą oliwę, czy orzechy zanurzone w miodzie. Na...

O nagrywaniu

Łatwo niekiedy uwierzyć, że jeżeli o pewnym fakcie się nie mówi, to przestaje on istnieć. Chyba z takiego założenia wyszli niektórzy polscy politycy, wierząc, że najlepszym sposobem walki z niewygodną prawdą jest jej przemilczenie. Błędne założenie, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto o fakcie przypomni i w dogodnym dla siebie momencie wyciągnie na światło dzienne to, co miało zostać przemilczane. Tak sie stało z rozmowami prominentnych polityków, biznesmenów i innych osób, rok temu podsłuchanych w restauracji nagrywających kelnerów. Nadzieja, że sprawa ucichnie, a społeczeństwo o niej zapomni, jak zwykle okazała się płonna. Skoro coś zostało nagrane, prędzej czy później zostanie odtworzone, w tym przypadku przy udziale pewnego biznesmena, który zamieścił w internecie niemal całe akta prokuratorskie, dzięki czemu każdy zainteresowany mógł sobie poczytać, o czym „władza” rozmawia nad ośmiorniczkami i innym wykwintnym jadłem zapijanym dobrym winem. Co pewnie wielu najmocniej ude...

Miss Sarajevo

Obraz
Granica mi ę dz y wschodem a zachodem. Archiwum prywatne Jako pierwsze spośród miast byłej Jugosławii w mojej świadomości zaistniało Sarajevo, a to za sprawą rozgrywanych w tym mieście zimowych igrzysk olimpijskich. Rok 1984, z perspektywy czasu chciałoby się powiedzieć cisza przed burzą, bo już kilka lat później Jugosławia utonęła we krwi wojen bałkańskich. Z olimpiady zapamiętałam przepiękne bolero w wykonaniu brytyjskiej pary łyżwiarzy figurowych i dzieloną z Dziadkiem i Babcią radość z ich bezdyskusyjnego zwycięstwa nad parami radzieckimi. Zapamiętałam też charakterystyczny okrzyk wilczka Vucka,  maskotki olimpiady - "Saaaaraaaajeeevoooo" i znaczek olimpijski. Typowa uliczka starego Sarajeva. Archiwum prywatne W Sarajevie wciąż można odnaleźć ślady igrzysk olimpijskich, choć już dawno nie są one symbolem pokojowej rywalizacji sportowej. Wyglądają jak rozdrapane wyrzuty sumienia przypominające o tym jak łatwo jest przekroczyć granicę pomiędzy wojną a poko...

Znowu Most...ar

Obraz
Jump... Archiwum prywatne Z mostu skaczą tylko prawdziwi mężczyźni. Tak przynajmniej uważano kiedyś w Mostarze, gdzie każdy chłopiec, aby stać się mężczyzną, musiał skoczyć z kamiennego mostu do szmaragdowych wód Neretwy. Wprawdzie stara tradycja zanikła, ale nadal można podziwiać śmiałków rzucających się z łuku mostu w dół do rzeki. Tym razem jednak raczej nie po to, aby udowadniać swoją męskość, ale w celu zdecydowanie bardziej komercyjnym, bo za skok liczą sobie, bagatela, 25 euro. Po każdym występie wybuchają oklaski licznych turystów obserwujących zdarzenie z mostu, albo częściej - z ogródków restauracji na obu brzegach rzeki. Pierwszy raz w Mostarze byłam w 2004 roku, niedługo po tym, jak odbudowano starówkę i most ,zniszczone w działaniach wojennych. Wrażenie było przytłaczające – z jednej strony urokliwe stare otomańskie miasteczko ze straganami, na których powiewały przepiękne jedwabne szale, z kawiarenkami pachnącymi kawą i baklawą, gdzie można było godzinami siedzie...

Pocztówka z mostu

Obraz
Czasami wyobrażenie o miejscu jest tak bardzo różne od rzeczywistości, że kiedy wreszcie się je zobaczy, pozostaje jedynie rozczarowanie. Takiego uczucia doznałam, kiedy w końcu przyjechałam do Visegradu, w Bośni, aby zobaczyć most na Drinie. W zasadzie nie wiem, na co liczyłam. Może zbyt silne były w mojej wyobraźni obrazy z książki Ivo Andrica, gdzie miasto było żywe, kolorowe, pełne emocji, choć nie zawsze tylko tych dobrych. Było różnorodne, wieloreligijne, wielonarodowe, mieszali się w nim prawosławni, katolicy, muzułmanie. I wszystkich ich łączył most, zbudowany w XVI w. przez jednego z wielkich sułtanów działających na tym terenie – Mehmeda Paszy Sokolovicia. Jeszcze po drodze do Visegradu miałam nadzieję, że będzie pięknie. Miasto przecież jest położone między górami, pomiędzy którymi wije się Drina, dookoła zielone lasy. Po drodze mijaliśmy przepiękny monastyr w Dobrunie, gdzie akurat tego dnia obchodzono prawosławne święto Matki Boskiej. Tłumy ludzi gromadziły...

Na północy bez zmian ... czyli o parku na moście

Obraz
Chyba nikt nie był na tyle naiwny, aby wierzyć, że podpisane w kwietniu ubiegłego roku pomiędzy Serbią a Kosowem porozumienie o zasadach dotyczących normalizacji stosunków spowoduje, że Serbowie i Albańczycy żyjący w Mitrowicy z dnia na dzień zapomną o wzajemnych pretensjach i żalach, a miasto przestanie dzielić most z usypaną na nim barykadą. Jest to szczególnie trudne nie tylko ze względu na pogmatwaną historię tego miejsca i wzajemną nienawiść, ale również dlatego, że porozumienie negocojowane było daleko od Mitrowicy, przez Belgrad i Prisztinę pod auspicjami Brukseli. Chciałoby się powiedzieć - porozumienie ponad głowami tych, których bezpośrednio dotyczy... Od czasu podpisania porozumienia zdążyły się odbyć w Kosowie wybory władz lokalnych i centralnych. Serbowie z północnych gmin, stanowiący tam zdecydowanę większość, wybrali swoich burmistrzów oraz przedstawicieli do rad. Utworzyli Stowarzyszenie Serbskich Gmin, które zgodnie z podpisanym porozumieniem ma posiadać st...