O Majlindzie - czyli coś optymistycznego


„Pomalowali” mi na żółto i na niebiesko ścianę na Facebooku moi przyjaciele i znajomi, wklejając kosowskie flagi na znak radości ze złotego medalu w judo zdobytego w Rio przez Majlindę Kelmendi. Medalu historycznego, bo pierwszego olimpijskiego dla Kosowa, najmłodszego państwa w Europie, które dopiero w 2014 roku zostało przyjęte do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, co otworzyło drogę do igrzysk.  
from: getty images


Majlinda Kelmendi, na pierwszy rzut oka niewielka delikatna kobieta, ma dopiero 25 lat. Nie jest jednak olimpijską debiutantką, bo startowala w 2012 roku na igrzyskach w Londynie w barwach Albanii, już wtedy marząc o tym, aby następnym razem na judodze mieć napis „Kosowo”. Jest jedną z najbardzej uznanych zawodniczek judo na świecie.

Nie byłoby Majlindy gdyby nie trener Driton Kuka, sześciokrotny mistrz Jugosławii, który w 1992 roku miał reprezentować właśnie ten kraj na olimpiadzie w Barcelonie z wielkimi nadziejami na medal. Z powodu wybuchu wojny udział w igrzyskach okazał się jednak niemożliwy, bo na mocy sankcji ONZ Jugosławia została z igrzysk wykluczona. W tym momencie kariera zawodnicza Kuki została przerwana, a on sam zaangażował się w działania zmierzające do wyzwolenia Kosowa. W trakcie konflliktu zbrojnego w Kosowie, toczącego się w latach 1998 – 1998, Peja/Pec - rodzinne miasto Dritona Kuki, zostało w ogromnym stopniu zniszczone, wiele domów zrównano  z ziemią, a ludzi wypędzono.

Po zakończeniu walk rodzina Kuki zaangażowała się w odbudowę Peji. Jednym z najważniejszych punktów spotkań młodych ludzi w tym poranionym przez wojnę miejscu stało się „dojo” zbudowane przez Dritona Kukę i jego braci, gdzie młodzież mogła przychodzić, aby trenować judo. W ten sposób chcieli oni zrobić coś dobrego dla swojego kraju, pokazać, że Kosowo ma powody do dumy.

To właśnie tam, w dojo, w 2000 roku pojawiła się ośmioletnia Majlinda Kelmendi. Przyszła wraz z siostrą i przyjaciółką. Już po kilku tygodniach treningu, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, pojechała na swoje pierwsze zawody do Sarajewa. Wprawdzie ich nie wygrała, jednak poznała mnóstwo dziewczyn uprawiających ten sport, z wieloma z nich się zaprzyjaźniła. Może właśnie dzięki dziewczyńskim przyjaźniom zrozumiała jak bardzo lubi judo.

Driton Kuka szybko dostrzegł w małej Majlindzie ogromny talent i cechy niezbędne do osiągniecia sukcesu w judo. Zobaczył w niej wolę walki i gotowość poświęcenia się na 100 %. Zaczął w niej budzić marzenie wyjazdu na olimpiadę, którego sam nie mógł zrealizowac przez politykę, która brutalnie wkroczyła w jego życie. Wielu pewnie nie wierzyło w jego zapowiedzi, traktując je jako opowieści oderwanego od rzeczywistości marzyciela, zwłaszcza że ludzie w Kosowie musieli borykać się z całym mnóstwem problemów nie tylko dnia codziennego, ale równiez kraju podnoszącego się po wojnie.

Majlinda wie, że dzięki judo stała się kimś. Trudno jej nie wierzyć, kiedy mówi, że nie uprawia tego sportu dla pieniędzy, ani dla sławy. Robi to, ponieważ czuje, że kocha judo, czuje się wyjątkowa i robi coś wielkeigo dla swojego kraju.

Kiedy Kosowo z uwagi na sytuację polityczną nie mogło uczestniczyć w zawodach międzynarodowych, Majlindę próbowaly przejąć federacje judo z innych krajów. Starania takie nasiliły się zwłaszcza po tym, jak w 2009 roku zdobyła ona mistrzostwo świata juniorów. Proponowano jej obywatelstwo, stypendia, pomoc dla rodziny. Majlinda poważnie rozważała wyjazd z Kosowa, zwłaszcza że tutaj nie mogła liczyć na tego rodzaju wsparcie materialne ze strony rządu. Również jej rodzina próbowała przekonać ją, aby wyjechała z Kosowo i zaczęła robić karierę gdzieś indziej, nie wierząc, że może jej udać się w tym miejscu. Jedynie jej trener Driton Kuka namawiał ją do pozostania, wierząc, ze zdoła znaleźć rozwiązanie. Majlinda posłuchała trenera, który jak się później okazało, miał rację.


from: telegrafi.com
Na olimpiadzie w Rio de Janeiro to jej przypadł w udziale honor wniesienia niebiesko – żółtej flagi Kosowa na stadion olimpijski. Trzy dni później zdobyla historyczny złoty medal olimpijski i po raz pierwszy na tak wielkiej imprezie zagrano hymn jej małego bałkańskiego kraju. 


Rio de Janeiro jest zdecydowanie szczęśliwe dla Majlindy, bo to właśnie tam w 2013 wywalczyła swoje pierwsze mistrzostwo świata dla Kosowa po jego przystapieniu rok wcześniej do Międzynarodowej Federacji Judo. W Rio broniła tytułu zdobytego w 2012 r. w Rosji. Ze względów politycznych nie pozwolono jej wtedy startować w barwach kosowskich, a na judoce miala napis IJF (international Judo Federation). Świadkiem zwycięstwa Majlindy był sam Vladimir Putin, zapalony judoka i posiadacz czarnego pasa.

Złoty medal olimpijski Majlindy Kelmendi dał powody do dumy mieszkańcom Kosowa, pokazał, że w kraju tym dzięki ciężkiej pracy i talentowi, pomimo trudnych warunków można odnieść ogromny sukces. O Kosowie przez moment zrobiło się głośno, w innym kontekście niż na co dzień. Majlinda stała się jeszcze większą inspiracją dla kosowskich dzieci i młodzieży, które chcą iść w jej ślady i coraz chętniej angażują się w wyczynowe uprawianie sportu.

Majlinda podporządkowała swoje życie sportowi, trenuje bardzo dużo i inetnsywnie. Angażuje się również społecznie, w klubie, gdzie ćwiczy, prowadzi zajęcia dla osób z zespołem Downa. Wierzy, że zawsze może być lepiej i że warto stawiać sobie coraz trudniejsze cele.

Dla Dritona Kuki zwycięstwo Majlindy w Rio to pewnie najpiękniejszy dzień w jego życiu, który pokazuje, że marzenia się spełniają, a ciężka praca zostaje nagrodzona.

Taka prawdziwa historia z Bałkanów z morałem...

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skąd się biorą prezesi w Kosowie

Orły, sokoły.... znaczy sępy - w Uvacu